Szanowni Państwo, Szanowni Orkiestranci,
Zapraszamy do opisywania w formie wspomnień swój czas spędzony w orkiestrze. Będziemy je publikować na tej stronie w ramach Jubileuszu 60-lecia ODZSE w 2021 roku.
Zainteresowanych prosimy o przesyłanie materiałów na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Przemysław Ślusarczyk - dyrygent orkiestry

 

Ponad 16 lat temu, kończąc naukę w technikum - opolskim "Elektryczniaku", żegnałem się też z orkiestrą dętą, która założona przy ZSE, dumnie reprezentowała szkołę także w okresie mojej edukacji, kultywując wieloletnią tradycję. W tamtym okresie w orkiestrze zaszły, moim zdaniem, znaczące zmiany. Z powodu śmierci nauczyciela i dyrygenta, śp. pana Stanisława Daszkiewicza, zaistniała potrzeba znalezienia nowego, "odpowiedniego" kandydata do poprowadzenia zespołu. "Odpowiedniego", ponieważ skład orkiestry stanowili uczniowie, w związku z tym nowy dyrygent musiał sprostać nie tylko zadaniom stricte muzycznym, ale również pedagogicznym. Pamiętam pierwszego kandydata - pana w podeszłym wieku, który przyszedł na jedną z naszych "prób" i pierwszym zdaniem, które skierował do młodych ludzi, było: "Panowie, ja nie przywykłem się wstydzić". Dzisiaj jako psycholog i pedagog uważam, iż słowa te były totalnym faux pas, ze strony kandydata na stanowisko orkiestry młodzieżowej. Nie tak powinno wyglądać nasze pierwsze spotkanie. Będąc uczniami nie wiedzieliśmy z jakich powodów, ale niedługo później pojawił się inny dyrygent - młody, pogodny człowiek - Pan Przemysław Ślusarczyk. Stosunkowo szybko został "zaakceptowany" przez członków orkiestry. Dał się poznać jako osoba słowna, dowcipna, dobry menadżer, ale też człowiek, z którym można było porozmawiać, nie tylko o nutach i planowanych koncertach. Z perspektywy czasu uważam, że był to kandydat idealny. Pan Przemysław wzbogacił bardzo repertuar orkiestry. Do marszowych szlagierów dołączone zostały utwory muzyki rozrywkowej - bardziej i mniej znanej. Sprawiło to, że z większym entuzjazmem, jako muzycy, podchodziliśmy do gry. Wzrosła motywacja i radość ze wspólnego koncertowania. Ponieważ Pan Ślusarczyk należał, jak mi się wydawało, do tych osób, które znają różne osobistości i potrafią zorganizować czy "załatwić" to i owo, orkiestra miała np. przyjemność nagrać ścieżkę dźwiękową do spektaklu teatralnego "Damy i Huzary", jako muzycy udzielaliśmy wywiadów m.in. dla Radia Opole (było bardzo wesoło i dowcipnie), braliśmy udział w jeszcze większej ilości imprez kulturalnych i uroczystości. Pan Przemysław nie tylko nuty "załatwiał", ale też sam komponował utwory oraz aranżacje. W repertuarze mieliśmy też jeden marsz skomponowany przez naszego kolegę z zespołu. Co roku, na feriach, odbywały się tygodniowe warsztaty muzyczne, które sponsorował ZSE. Warsztaty opisywaliśmy później w felietonach, dlatego że był to czas dobrze spędzony, budował więzi koleżeńskie, scalał i integrował całą orkiestrę.    

Dzisiaj, mając już rodzinę, i 36 wiosen na karku, przyglądam się pamiątce jaką dostałem od ZSE w podziękowaniu za udział w orkiestrze. Marmurowy laur z nutami na pięciolinii i dedykacją. Przez minione lata śledziłem losy orkiestry, a w głowie piętrzyły się różne przemyślenia. Np. to, że czas mija, a Pan Przemysław Ślusarczyk nadal prowadzi Orkiestrę ZSE, ale nie tylko - również Orkiestrę Politechniki Opolskiej, która powstała z jego inicjatywy. Czasem w lecie zza okna słyszę dźwięki wydobywające się z instrumentów dętych - wychodzę na balkon, a po Odrze płynie barka z muzykami na pokładzie - "O! Orkiestra ZSE nadal koncertuje!". Z internetu i regionalnych  serwisów informacyjnych wiem, że Pan Ślusarczyk stworzył również "Opolski Ekspres dęty" - uczniowie grali w pociągach osobowych dla pasażerów, ale i na stacjach różnych miejscowości województwa opolskiego promując  w ten sposób i zachęcając do nauki w Zespole Szkół Elektrycznych w Opolu. W ramach akcji "Muzyka na zamku" - orkiestra występowała również na "czerwonych dywanach" zamków opolskich. O różnych newsach dowiaduję się też od samego Dyrygenta, ponieważ nadal utrzymujemy kontakt. Gdy przed laty poznawałem swoją żonę, musiałem, po prostu musiałem zaprosić ją na koncert orkiestry, w której niegdyś grałem! Było to również spotkanie po latach z Dyrygentem. Takie spotkania są bardzo niezwykłe, miłe i sentymentalne. 

Ostatnio Pan Przemysław wysłał mi wiadomość o 60-leciu orkiestry, które mija właśnie w tym roku. Na stronie orkiestry można znaleźć materiały archiwalne, zdjęcia sprzed lat, przygotowane specjalnie z okazji jubileuszu. Była to kolejna okazja do rozmowy. Powiedziałem mojemu byłemu Dyrygentowi kilka słów na temat swoich luźnych przemyśleń. Orkiestra szkolna bowiem, nie tylko spełnia funkcję reprezentacyjną placówki edukacyjnej. Grają w niej ludzie młodzi, a nie muzycy z filharmonii. Nie otrzymują za to pieniędzy, ale uczestnicząc dobrowolnie w takich zajęciach, mają okazję realizować się, swoje pasje, improwizować, grać dla innych, otrzymywać za to poklask i uznanie, co wpływa na ich poczucie wartości. Zaspokajają potrzebę przynależności do grupy, w tak trudnym okresie, jakim jest dorastanie. Zamiast błąkać się po ulicach, klubach, próbować używek i angażować się w niebezpieczne i często stojące poza prawem czynności, oni grają - robią coś konstruktywnego dla siebie i innych. Uczą się współpracy, jak nigdzie indziej. Razem przeżywają niezwykłe chwile, dzielą się problemami, wspierają np. przez humor i dowcip. Myślę, że w tym miejscu nie będzie frazesem stwierdzenie, że "orkiestra również wychowuje".

Miasto bez orkiestry, to miasto obumarłe. Takie mam wrażenie. Tak jak dzwony w kościele, które dają nam poczucie, że miasto żyje, że coś się tu dzieje, tak dźwięki orkiestry na wolnym powietrzu (obok innych wydarzeń i instytucji kultury) ożywiają społeczność lokalną, pomagają umacniać poczucie tożsamości z ojczyzną lokalną. "Tak grają w Opolu, w moim mieście!"

Dlatego z perspektywy czasu doceniam bardzo to, co w dziedzinie animacji kultury i społeczności lokalnej nie tylko miasta Opola, ale i województwa opolskiego, robi Pan Przemysław Ślusarczyk.  Wg mnie jest to postać niezastąpiona, a za całość działalności kulturalnej należą się naszemu Dyrygentowi gorące podziękowania! Tak trzymać Panie Przemku! I niech gra muzyka!

Marcin Alberski (Albercik), trębacz, puzonista, 1999-2004 - technik-elektronik, systemy i sieci komputerowe, obecnie psycholog

 

Podziel się ze znajomymi na: